Zbrodnia i kara. Historie oparte na aktach: Kazimierz Labrync, ostatni skazany na karę śmierci

Kazimierz Labrync, recydywista bez zajęcia z Tomaszowa Mazowieckiego, zamyka listę skazanych na karę śmierci w dawnym województwie piotrkowskim. Był trzecim (po milicjancie Zygmuncie Korgólu z powiatu radomszczańskiego i bezrobotnym spawaczu Czesławie Chodorowiczu z Piotrkowa Trybunalskiego) i ostatnim w naszym regionie wobec którego wyrok ten wykonano.
 Marek Obszarny/Akta Sądu Okręgowego w Piotrkowie Tryb.

Labrynca stracono jednak nie, jak dwóch poprzednich, na skutek wyroku Sądu Wojewódzkiego w Piotrkowie Trybunalskim, który za adekwatną uznał dla niego karę 25 lat więzienia, ale po skutecznej, jak się okazało, rewizji prokuratora rejonowego w Piotrkowie, Danuty Dolacińskiej. Zarzuciła ona wyrokowi sądu pierwszej instancji rażącą niewspółmierność kary w stosunku do wyjątkowo wysokiego stopnia społecznego niebezpieczeństwa czynu oraz niedocenienie względów tzw. prewencji szczególnej.

54-letni Labrync od 23. roku życia wchodził w konflikt z prawem i otoczeniem. W swym życiu ponad 20 lat przebywał w więzieniu...
"Wykazał, że cechy jego charakteru są tak aspołeczne, że należy go postawić poza nawias społeczny" - uznał Sąd Najwyższy.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Zbrodnia i kara: Gliniarz, który zabijał z zimną krwią

Mierzył 176 cm wzrostu i ważył zaledwie 58 kg. W jego aktach wiele jest sprzeczności. Jeden protokół podaje, że ukończył 6 klas podstawówki, inny, że zaledwie dwie i jest analfabetą, który potrafi tylko się podpisać (tymczasem pisze z aresztu listy do rodziny). Nie pracuje, nie ma żadnego zawodu - podaje jeden protokół; wyuczył się na przędzalnika - wskazuje inny. Utrzymuje się z zapomóg opieki społecznej.

Rozwiedziony, ojciec trojga dzieci (w wieku 8, 14 i 18 lat), choć według protokołu z rozprawy rewizyjnej Sądu Najwyższego dzieci miał dwoje... Przed poprzednim wyrokiem, do 1975 roku, pracował w przedsiębiorstwie wodno-kanalizacyjnym w Tomaszowie Maz.

1 marca 1979 roku Labrync opuścił zakład karny w Czarnym po odbyciu kary czterech lat więzienia za kradzieże z włamaniem. - Po wyjściu z więzienia nie zdążyłem podjąć pracy. Starałem się o nią w przedsiębiorstwie budownictwa komunalnego jako pomocnik murarza - wyjaśniał po zatrzymaniu.

Osiem dni później, w piątek 9 marca, wstał o siódmej. Udał się do opieki społecznej po zapomogę. Nie dostał jej, bo nie było pracownicy, która wypłaca pieniądze. Miał się po nie zgłosić następnego dnia. Około g. 9 spotkał kolegów. Wypili kilka win zanim poszli do wspólnego znajomego Kazimierza R., u którego na podwórku wypili jeszcze pół litra wódki.

Po piętnastej poszli do baru "Pilica" przy ul. Niskiej w Tomaszowie Maz. Labrync wypił tam jeszcze kilka piw. Tego dnia miał przy sobie scyzoryk oraz nóż kuchenny.

CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE

Zbigniew Pietrzyk od czterech lat pracował w Wistomie. Lubił wypić. W dniu wypłat matka chodziła pod zakład pracy, by odebrać od niego pieniądze w obawie, by ich nie przepił lub nie zgubił po pijanemu. Wystarczało ćwierć litra wódki, by był zamroczony. Po alkoholu nie był jednak agresywny. Nigdy nikogo nie zaczepił, nie wywoływał awantur.

W piątek razem ze szwagrem Kazimierzem L. spotkali się w barze "Białobrzanka" na Białobrzegach. Stamtąd emzetką pojechali do baru "Pilica". Przy jednym ze stolików siedział tam już od paru godzin Kazimierz Labrync. Po wypiciu jednego piwa Pietrzyk wyszedł za potrzebą...

W tym czasie do baru weszło dwóch milicjantów. Na ich widok zerwał się Kazimierz Labrync i też wyszedł z baru. Parę minut później wyszedł Kazimierz L. Chciał sprawdzić, co się dzieje ze szwagrem, bo zdawało mu się, że zbyt długo nie wraca.

Pietrzyk był już kilkadziesiąt kroków od baru. Szedł ul. Niską, gdy usłyszał za sobą głos szwagra: "Zbyszek, uważaj!". Odwrócił się. - Był przy mnie szczupły mężczyzna, którego nie znałem. Nie zauważyłem, by się na mnie zamachnął. Poczułem tylko gorąco w sobie - relacjonował milicji w szpitalu. Przeżył tylko dzięki temu, że szybko trafił na stół operacyjny.

ZOBACZ TAKŻE:
Zbrodnia i kara: najgłośniejsze zbrodnie w regionie piotrkowskim

Napastnikiem był Kazimierz Labrync, który bez słowa i bez uprzedzenia ugodził Zbigniewa Pietrzyka w prawą stronę klatki piersiowej.
Pokrzywdzony upadł. Szwagier znalazł go leżącego na chodniku z głową opartą na pryzmie śniegu. Kazimierz L.:
Poklepałem szwagra po twarzy, lecz nie reagował, mruczał coś, czego nie rozumiałem. Powiedziałem ludziom, żeby wezwali pogotowie. Przyjechało po ok. 15 minutach i zabrało szwagra do szpitala. Była ok. 18.

W śledztwie Labrync utrzymywał, że to on został zaatakowany, gdy wyszedł z baru. - Doszedł do mnie nieznany mężczyzna i bez powodu uderzył pięścią w nos. Gdy przewróciłem się na ziemię, uderzył mnie jeszcze raz - wyjaśniał, ale po tym co stało się jakieś pół godziny później, sąd już w tę wersję nie uwierzył.

CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE

Labrync schował nóż do wewnętrznej kieszeni, szybko oddalił się z ul. Niskiej w kierunku Mireckiego. Po drodze spotkał Stanisława P. Chcieli jeszcze wypić piwo, ale w sklepie przy Majowej ekspedientka odmówiła sprzedaży, bo obaj byli pijani.

Idąc do ulicy Zacisze spotkali Jerzego M., noszącego charakterystyczny czarny, skórzany płaszcz i znanego w mieście jako Aldo Moro. Aldo Moro kupił dwa wina, które wypili w trójkę.

Gdy zbliżali się do przystanku MZK u zbiegu ulic Zacisze i Mireckiego, natknęli się na grupę młodych mężczyzn, wśród nich na Pawła Szewczyka. Labrync wszedł zaczepnie między nich i zwrócił im uwagę, że za głośno rozmawiają.

Stanisław P. odciągnął Labrynca i odprowadził na bok. Paweł Szewczyk powiedział kolegom, że idzie pogadać z pijanym nieznajomym. Po krótkiej wymianie zdań Labrync wyjął z kieszeni nóż i zadał nim cios Szewczykowi w okolice serca.

Roman S., jeden z kolegów ofiary: - Kilka sekund później Paweł wrócił do nas i powiedział: "Chłopaki uważajcie, uderzył mnie". Mój brat wziął go pod rękę i posadził na ławce. Mietek zaszedł tego gościa od tyłu, a my mieliśmy atakować go z przodu.

Labrync prowokował: "Chodźcie, który następny?" Mietek zaszedł go od tyłu, chwycił pod gardło, zaczęliśmy go bić. Wypadł mu z ręki nóż, mówił: "chłopaki nie bijcie, ja nie chciałem."
Przestali kopać, gdy okazało się, że z Pawłem jest źle. - Próbowaliśmy go ocucić uderzając dłonią po twarzy, ale już nie reagował.
Kilkanaście minut później lekarz pogotowia stwierdził zgon. Przyczyną śmierci był "masywny krwotok do jam opłucnych w następstwie rany kłutej serca".

Kazimierz Labrync przyznał, że pchnął nożem Pietrzyka i Szewczyka, ale zaprzeczył, by działał z zamiarem pozbawienia życia któregokolwiek z nich. Utrzymywał, że w obu przypadkach działał w obronie własnej.

Twierdził, że kilka lat wcześniej, by nie być bezpodstawnie posądzonym o włamanie, ujawnił nazwiska prawdziwych sprawców, którzy wcześniej u jego konkubiny chcieli przechować skradzione przedmioty. Od tego czasu obawiał się zemsty i po wyjściu na wolność nosił nóż zawsze przy sobie, gdyż ujawnieni przez niego sprawcy grozili mu pozbawieniem życia, nasyłając na niego inne osoby.

Raz już został dotkliwie pobity. Gdy był w barze "Pilica" miał wrażenie, że siedzący tam mężczyźni umawiają się, aby go pobić...

Labrync trafił na obserwację psychiatryczną do szpitala Babińskiego w Łodzi. Biegły nie stwierdził choroby psychicznej czy niedorozwoju. "Jest osobnikiem psychopatycznym ze skłonnością do nadużywania alkoholu. Tylko z powodu upojenia alkoholowego miał rozumienie swoich czynów jak i możliwość kierowania swoim postępowaniem ograniczone w stopniu znacznym."

CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE

Za zabójstwo Pawła Szewczyka i usiłowanie zabójstwa Zbigniewa Pietrzyka Sąd Wojewódzki w Piotrkowie Tryb. po pięciu rozprawach, skazał go na 25 lat pozbawienia wolności i 10 lat pozbawienia praw publicznych. Wyrok zapadł 11 grudnia 1979 roku.

To było za mało dla prokuratora. "Okoliczności świadczą dobitnie o wysokim zdemoralizowaniu skazanego, o braku u niego nawet podstawowego poczucia porządku prawnego. Wskazują na wyobcowanie Kazimierza Labrynca ze społeczeństwa i braku możliwości zaadaptowania się" - argumentowała prokurator Dolacińska, żądając kary śmierci.

Rozprawa rewizyjna odbyła się 14 sierpnia 1980 roku. Sąd Najwyższy pod przewodnictwem sędziego T. Rybickiego, uchylił orzeczenie o karze łącznej i wymierzył Labryncowi karę śmierci z pozbawieniem praw publicznych na zawsze.

SN uznał, ze rewizja prokuratora zasługuje na uwzględnienie gdyż "nie można się u oskarżonego doszukać jakichkolwiek cech pozytywnych. Od 23 roku życia nieprzerwanie wchodził w konflikt z prawem i otoczeniem. W swym życiu ponad 20 lat przebywał w więzieniu. Jego cała droga życiowa prowadzi tylko w jednym kierunku - dokonywania przestępstw."

SN doszedł do wniosku, że demoralizacja oskarżonego jest tak głęboka, a cechy charakteru tak szczególnie aspołeczne, że jedyną karą jaka mu się należy, jest kara śmierci.

Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. 17 marca 1981 roku ponownie zebrał się Sąd Wojewódzki w Piotrkowie Tryb., by ustalić datę wykonania kary śmierci. Przewodniczył sędzia Józef Kudyba (sędziowie Leokadia Drążkiewicz i Bogusław Moraczewski). Określono ją na 27 marca 1981 r. Postanowienie było tajne do czasu zawiadomienia sądu o wykonaniu wyroku.

28 marca wykonanie kary śmierci wobec Kazimierza Labrynca, w specjalnym meldunku do dyrektora Centralnego Zarządu Zakładów Karnych w Warszawie, potwierdził naczelnik Aresztu Śledczego przy ul. Stokowskiej 9/11 w Łodzi.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Zbrodnia i kara: Zakatowali babcię, by mieć na kolejne wino

Marek Obszarny

  • Polska Dziennik Łódzki
Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3